TRZY FILMY O MIŁOŚCI

Spóźniłam się z tym tekstem. Wybaczcie. Powinien się ukazać w walentynki, bo wiadomo miłość wtedy najgorętsza. Część z was czuje wówczas głęboką potrzebę wyrażenia uczuć. Szczególnie tych lirycznych i z lekka perwersyjnych, ukrytych pod przykrywką zdroworozsądkowego racjonalizmu. Uf! Pomysł przyszedł jednak znienacka, gdy mnie, filmowego wyjadacza, poproszono o rekomendację czegoś odpowiednio poruszającego na tą okazję. Ha! Obejrzałam mnóstwo filmów, zarówno z przestrzeni kina niezależnego, masowego jak i z pieprzykiem. W zależności od perspektywy, wątek miłosny można odnaleźć wszędzie. Wszelakie konstelacje i wariacje. Jednak to te tytuły zakotwiczyły mi się w podświadomości. Kultowy, oryginalny, kontrowersyjny.

The Notebook

Mój klasyk z klasyków, w kategorii łzawych romansów. Niezliczona ilość chusteczek, wina i rozmazanego tuszu. Obejrzany wielokrotnie. Mam w głowie taki obrazek: studia, wynajmowany pokój na poddaszu, ogromna miska spaghetti, moja współlokatorka o wdzięcznym pseudonimie Łoś i rolka papieu toaletowego. Rozprawiałyśmy nad ówczesnym poziomem miłosnych uniesień i marzyłyśmy o mężczyznach w stylu Noah. Eh, co to była za noc. Wracając jednak do meritum, film urzeka mnie do dziś. Fabuła może nie jest zbyt oryginalna. Całość przede wszystkim, ma zadziałać jak sokowirówka i odsączyć z człowieka, gromadzone na tę okazję pokłady łez. Soczysty melodramat. Klimat lat czterdziestych, muzyka, cudowny uśmiech Allie i spanielowate spojrzenie Noah. Tak, Ryan Gosling największe wzięcie miał po tej ekranizacji. Stylizacje Allie są tak urocze, że chętnie dziś założyłabym którąś z jej sukienek. Kilka scen wprost uwielbiam. Na przykład pierwszą randkę Allie i Noah, albo jej kąpiel w ocenie i oczywiście scena spotkania po latach nad jeziorem. Przyjemnie zekranizowana romantyczna, młodzieńcza, szalona, ale też pełna przeszkód miłość. Sorry, nie ma mocnych.

Noe i Allie tańczą

Moonrise Kingdom

Wes Anderson robi filmy po to, aby nimi zachwycać. Kochankowie z Księżyca to nie tylko mój faworyt w kategorii miłość, ale też w ogóle jeden z moich ulubionych filmów. Wszystko w nim jest cudownie dopieszczone. Obsesyjna dbałość o każdy detal. Lekkość, oryginalny styl i inteligentny humor. Historia miłości w stylu retro, akcja dzieje się w połowie lat sześćdziesiątych. Para nastolatków z problemami – egzaltowana Suzy i aspołeczny skaut Sam zakochują się w sobie i postanawiają uciec. Wędrują pośród malowniczych krajobrazów, szlakiem Indian plemienia Chickchaw. Ten film to wielopłaszczyznowa rozkosz. Absolutna.

Suzy i Sam oglądają mapę.

LOVE

Czas na coś z pieprzykiem. Miłość przekraczająca granice, pełna pasji, wzajemnego uzależnienia i destrukcji. Grej i 375 dni (zmiany w zapisie są celowe), mogą się przy produkcji Noego schować pod poduszką z zawstydzenia. Soft porno na dużym ekranie robi wrażenie, na mniejszym przy zasłoniętych żaluzjach też. Nawet jeżeli miłość jest toksyczna, to wciąż jest jakąś historią miłosną. Film polecam raczej dojrzałym, z bagażem doświadczeń i własną pasjonującą historią w pamięci. Bezpieczniej jednak jej doświadczyć z bohaterami filmowymi lub w wyobraźni. Cytując Janusza Wróblewskiego z Polityki: „(…) sentymentalne porno okraszone przemyśleniami w stylu „nie wiedziałem, że życie jest tak trudne””.

Kochankowie leżą razem na łóżku.

Poza tymi trzema tytułami mogłabym wymieniać bez końca, bo w trakcie przypomniałam sobie o Lolicie Stanleya Kubricka, Między Słowami Sofii Coppolii oraz o Amelii. I można by tak bez końca. Miłość jest tematem niewyczerpanym.
Ile filmów, tyle historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

shares